Lipiec / sierpień
Czy zwyczajni ludzie, urodzeni bez cudownego ‘czepka’ mogą kłaść ręce na chorych i uzdrawiać? Czy zwyczajni ludzie bez nadzwyczajnego powołania i duchowego obdarowania mogą przekazywać uzdrowieńczą moc czyniącą cuda? Czy wreszcie jest możliwe, aby ponadnaturalne leczenie stało się praktyką codzienną, bezpłatną i powszechnie dostępną?
28 lipca br. rozpoczęły się ciekawe akcje z udziałem zwykłych ludzi, uczniów, studentów, pracujących, osób starszych, a oto niektóre z ich wypowiedzi:
W Koninie ...
Jarek z Koła:
– Starszą kobietę bolała głowa. Po pierwszej modlitwie nastąpiło polepszenie, ale ból nie ustąpił do końca. Po dalszej modlitwie ból odszedł całkowicie. Kobieta była wdzięczna Panu Jezusowi, że ból ustąpił.
W Kole ...
Zbyszek z Płocka:
- Podczas spotkania na sali: kobieta ok. 60 lat miała bóle głowy. Po nałożeniu rąk i modlitwie, ból całkowicie ustąpił. Kobieta - wiek ok. 35 lat, miała chore serce (kołatania) i nadciśnienie. Po pierwszej modlitwie ustąpiły objawy kołatania serca. W dalszej części modlitwy Duch Święty objawił mi, że jest jeszcze problem z naczyniami krwionośnymi mózgu. Po ‘przemówieniu’ do naczyń krwionośnych (rozkaz na podstawie wiary w duchowy autorytet – przyp. red.), ustały bóle głowy i tętnienie skroni. Chłopiec ok. 11-12 lat narzekał na kaszel (pozostałości po zapaleniu oskrzeli) i objawy astmatyczne (trudności w oddychaniu i brak tchu). Po ‘przemówieniu’ do problemu, po trzech głębokich wdechach, wszystkie objawy ustąpiły natychmiast. Następnego dnia wieczorem dwie osoby przyszły złożyć świadectwa o swoim uzdrowieniu. Mężczyzna ok. 70 lat z przewlekle postępującym gośćcem (GPP) i zwyrodnieniem stawów, po modlitwie odczuł wyraźną poprawę i łatwiej mu się chodziło.
W Kłodawie ...
Zbyszek z Płocka:
- ogromna poprawa w przypadku bolących kręgosłupów u czterech kobiet. U jednej, bóle ustąpiły całkowicie. Kobieta 45 lat – lęk i strach przed śmiercią. W czasie uzdrawiania odczuła wyraźną ulgę w klatce piersiowej i rozchodzące się stamtąd ciepło. Kobieta ok. 50 lat, miała bóle kręgosłupa. Po akcie uzdrowienia poczuła rozchodzące się ciepło i ból ustąpił całkowicie. Prosiła, by przyjść do jej męża, który miał złamaną nogę w kostce. Poszliśmy tam razem z Ewą i zwiastowaliśmy ewangelię. Człowiek był poruszony, płakał, wyznał swoje grzechy Bogu i w czasie, kiedy położyliśmy na nim ręce, czuł rozchodzące się ciepło od środka na zewnątrz kostki.
W Turku ...
Kasia z Płocka:
- modliłam się o uzdrowienie z nerwicy i stanów lękowych: kobieta poczuła się lepiej.
W Dąbiu ...
Zbyszek z Płocka:
- Niedowierzający 50 latek naigrywał się z uzdrawiania. Zaprosiłem go do przodu – był chory na kręgosłup. Po nałożeniu rąk nic nie chciał powiedzieć. Z jego oczu popłynęły łzy. Po około 15-20 min. zaczął składać świadectwo o ustąpieniu bólu kręgosłupa. Opowiadał, że od 25 lat leczy się, chodzi na masaże i do kręgarzy. Zostawił numer telefonu i zapraszał do odwiedzin.
W Uniejowie ...
Kasia z Płocka:
- modliłam się o uwolnienie z nałogu palenia papierosów. Mężczyzna poczuł wewnątrz ciepło, kiedy Duch Św. Go dotknął.
Gosia z Płocka:
- modliłam się o uzdrowienie kobiety, którą bolała głowa. Podczas modlitwy poczuła ciepło a następnie ból ustąpił.
W Dobrej ...
Gosia z Płocka:
- Modliłam się o osobę z bólem krzyża i głowy. W czasie modlitwy kobieta poczuła ciepło w krzyżu, następnie ulgę. Ból głowy również ustąpił.
W Błaszkach ...
Wioletta z Raciborza:
– Modliłam się o 60 letnią kobietę chorą na wrzody żołądka. Podczas modlitwy czuła pulsowanie w żołądku i powiedziała, że wszystko puściło.
– Następnie modliłam się o 40 letnią kobietę cierpiącą również na wrzody na żołądku i tarczycę. Gdy się modliłam o wrzody czuła gorąco na całym ciele. Kiedy zaczęłam się modlić o tarczycę miała trudności z przełykaniem. Podczas modlitwy czuła jak gula z gardła jej schodzi – została uzdrowiona. Ta kobieta cierpiała także na depresję. Gdy się modliłam o tę chorobę, płakała dotknięta przez Boga.
– Inna kobieta miała problemy z karkiem, nie mogła nim poruszać, bo ją bolał. Po tym, jak nałożyłam na bolący kark ręce (tak jak czynił to Jezus Chrystus), poczuła omdlenie na całym ciele, tak iż myślała że upadnie. Napięcie, które do tej pory czuła w karku odeszło i została uzdrowiona.
Monika z Zelowa i Kasia ze Starachowic:
– Modliłyśmy się o dwie 13 letnie dziewczyny, które miały problemy z migdałami. Podczas modlitwy czuły omdlenie w kolanach. Wspólnie stwierdziły, że czują się znacznie lepiej.
Kasia ze Starachowic:
– Modliłam się o kobietę chorą na żylaki. Podczas modlitwy, ta kobieta czuła chłód na nogach i czuła jak żyły jej się rozkurczają.
– Modliłam się również o 43 letnią kobietę chorą na kręgosłup, od którego bolały ją nogi. Podczas modlitwy o kręgosłup czuła na nim ciepło. Wszystkie dolegliwości odeszły, nawet nogi przestały ją boleć, mimo iż nie modliłam się o nie bezpośrednio.
W Złoczewie ...
Monika z Zelowa i Gosia z Włoszczowej:
– Podeszła do nas starsza, może 70 letnia kobieta, która miała „muszki” na oczach. Pomodliłyśmy się o ten problem. Gdy skończyłyśmy modlitwę, kobieta powiedziała że nie tylko „muszki” zniknęły, ale w ogóle lepiej widzi.
Wioletta z Raciborza:
– Modliłam się o dziewczynę chorą na astmę. Przed modlitwą czuła duszności, po modlitwie znacznie lepiej jej się oddychało.
W Szadku ...
Monika z Zelowa:
– 30 letnia kobieta miała bóle głowy – pulsowało jej w skroniach. Gdy pierwszy raz się o nią modliłam nie odczuła żadnej zmiany. Pomodliłam się więc drugi raz i ból trochę ustąpił. Poprosiła, bym pomodliła się jeszcze raz. Po kolejnej modlitwie powiedziała, że ból całkowicie odszedł. Tak samo stało się w przypadku bolącego kręgosłupa – ból odszedł całkowicie.
Wioletta z Raciborza:
– Modliłam się o pewne małżeństwo po 60-tce. Mężczyzna wyszedł do modlitwy zachęcony przez żonę, o którą wcześniej się modliłam. Cierpiał na zawroty głowy i bolał go kark, nie mógł nim swobodnie poruszać. Po modlitwie ból karku ustąpił, a zawroty głowy znacznie się zmniejszyły.
W Burzeninie ...
Wioletta z Raciborza:
– Kobieta, może 50 letnia miała silne bóle głowy, które po modlitwie ustąpiły. Modliłam się również , aby potrafiła przebaczyć innej kobiecie. Podczas modlitwy płakała dotknięta przez Ducha Świętego.
W Warcie ...
Kasia ze Starachowic:
– Rozmawiałam z 60 letnią kobietą o jej chorobach, ale ponieważ miała problemy ze słuchem musiałam do niej głośno mówić. Zaproponowałam, że najpierw pomodlę się o jej uszy. Po modlitwie powiedziała, że słyszy lepiej, jakby uszy się jej odetkały.
W Sieradzu ...
Kasia ze Starachowic:
– Modliłam się o dwie 16 letnie dziewczyny, które miały bóle w kolanach spowodowane zakwasami. Po modlitwie ból odszedł całkowicie. Dziewczyny były zaskoczone, że ból minął.
Kasia ze Starachowic:
– 45 letnia kobieta miała problemy z żołądkiem. Podczas modlitwy czuła ciepło na żołądku. Była wdzięczna Bogu, że ją dotknął.
Kilka innych niezależnych świadectw:
Prawie wszystkie osoby, o które się modliłam odczuwały Boże dotknięcie (ciepło, które dotykało całego ciała lub chorego miejsca), często poprawę, odchodził ból – relacjonuje Beata z Płocka.
Po zakończeniu imprezy w Jeziorsku pewne osoby przyszły zobaczyć, co tu się działo lub co się jeszcze dzieje – nasz zespół muzyczny jeszcze grał. Wtedy weszła do sali pewna pani i zapytała znajomego chłopca, jak się czuje. Potwierdził poprawę i wskazał na mnie. Podeszła więc do mnie z pytaniem, czy może być jeszcze uzdrowiona – ‘oczywiście, odpowiedziałem. Ból głowy odszedł od razu. ‘Wobec tego jeszcze ramię’. Delikatnie położyłem rękę na lewym ramieniu, z drugiej strony Zbyszek z Płocka delikatnie dotykał ramienia palcem. W pewnym momencie kobieta dziwnie uniosła ramię mocno dociskając do siebie. Po modlitwie poprosiłem o poruszenie bolącym ramieniem. Podniosła rękę bezboleśnie, inaczej niż dotychczas. Ale zaraz pytała ze zdumieniem: ‘kto mi podnosił rękę!? To pan?’ – odwracając się do Zbyszka. ‘Ktoś mi tak podnosił rękę!’ Tłumaczyłem, że to sam Duch Święty dokonywał zabiegu, całkowicie skutecznego.
W Pęczniewie zdarzyło się, że starsza pani potraktowała uzdrowienie jako bardzo oczywiste. Gdy dolegliwości ewidentnie ustąpiły, zapytała mnie: „ile płacę”?
Podczas sesji uzdrawiania w Błaszkach dwóch młodych księży przyglądając się naszej akcji rozmawiało z Anetą z Ciechanowa. Jeden z nich powiedział: ‘... tak, ale nie rozumiem, dlaczego te uzdrowienia następują tak nagle”!
Również w Błaszkach Gosia z Włoszczowej usłyszała rozmowę mężczyzny (wiek ok. 60 lat) z kobietą. “Heniek, idź tam niech Cię uzdrowią z alkoholizmu”. Na co mężczyzna odpowiedział: ”No coś ty, jak mnie uzdrowią, to nie będę mógł pić”.
Oto efekt krótkiego wywiadu z kilkoma z pośród 69 osób, które wzięły udział w tegorocznych obozach ewangelizacyjnych (wędrownych i stacjonarnych) organizowanych przez Misję Chrześcijańskiego Przebudzenia, międzywyznaniowe stowarzyszenie. Tych, którzy by mogli opowiedzieć podobne historie, jest znacznie więcej. Wiele z nich brzmiałoby bardzo podobnie.
Po krótce przedstawię rozwój sytuacji. Na początku pierwszego obozu – wędrownego, wydawało mi się że większość uzdrowień musiałem dokonywać samemu oraz wiele ‘poprawiać’ po moich pomocnikach –
uczestnikach obozu. Piątego dnia udało mi się przeprowadzić krótkie, ale szczegółowe instrukcje dla obozowiczów. Wytłumaczyłem, że jest pewna sprzeczność w tym co robią, dlatego trwa to za długo i jest mało skuteczne. Bóg niekiedy wysłuchuje modlitw o uzdrowienie, ponieważ jest pełen miłosierdzia. Ale w kwestii uzdrawiania czytamy wyraźnie, że to Jezus do nas mówi: „Idźcie, chorych uzdrawiajcie...” – wszyscy wierzący (Ew. Mat. 10:8 – Ew. Mar. 16:16-18). Innymi słowy Jezus mówi: „wy uzdrawiacie, ponieważ dałem wam moc! Użyjcie to, co wam dałem! To ja mówię do was; idźcie i zróbcie to”. A my w tym czasie mówimy: „Jezu, Ty to zrób”! Tak więc po krótkich warsztatach i praktycznej demonstracji przemawiania do chorób w imieniu Jezusa, a nie do Jezusa w imieniu chorób, coś się zdecydowanie przełamało. Zacząłem odnosić wrażenie, które z czasem się potwierdziło, że wiele osób miało tak samo szybkie efekty w uzdrawianiu, a nawet większe. W pierwszych miastach, tj. Konie i Turku wydawało mi się, że namaszczenie uzdrowieńcze wręcz kwitnie i natychmiastowo wykurza wszelkie choroby. Po tych warsztatach ‘uzdrowieńcze namaszczenie’ jakby podzieliło się lub przeszło na innych. Nie powinno to niczego mi ująć, jednak było odtąd inaczej.
Pozwoliłem sobie na orientacyjną ocenę frekwencji i rezultatów uzdrawiania. Całości przyświecały wyższe cele, niż radość z samej frekwencji czy dokonywania uzdrowień; jednak te widoczne efekty pomagają zarówno społeczeństwu, niekiedy lokalnym władzom jak i nam przeżywać moc przesłania ewangelii. Jak wierzymy, ewangelia manifestuje swoją moc także w uzdrowieniach.
W 16 miastach na ponad 2100 uczestników imprez około 1000 osób przyszło ze względu na ostatnią część programu – sesję uzdrowienia. Mniej więcej 500 osób, mających odczuwalne dolegliwości zostało natychmiast uzdrowionych całkowicie lub częściowo. Wciąż nie udaje mi się ustalić, ile nastąpiło uzdrowień u osób, których dolegliwości objawiają się okresowo, ponieważ ludzie rzadko kontaktują się z nami po czasie. Każda miejscowość i każda sesja uzdrowienia ma jakby swój odrębny charakter. W jednej miejscowości jest przewaga np. dolegliwości serca, w drugiej chorób stawów i kości: typu artretyzm, czy osteoporoza. W każdym mieście przynajmniej połowa cierpi na bóle głowy i kręgosłupa – to jakby punkt wyjścia do dalszych chorób. Nerwica i depresja jest również stałym symptomem naszego społeczeństwa. Uzdrowienie tych chorób często charakteryzuje się nagłym uczuciem ulgi, tak jak by zeszło jakieś napięcie, zaciśnięcie czy ciężkość. Podczas uzdrawiania bardzo często pojawiały się następujące oznaki ‘przejścia’ uzdrowieńczej mocy Jezusa: ludzie czuli przenikające ciepło, czasami jednak chłód – wszystko to miało jednakowe rezultaty. Czasami nagłe zawirowanie w głowie i uczucie zachwiania, czasem jednak jakby nagłe otrzeźwienie i olśnienie. Często pojawiało się uczucie nagłego osłabienia i omdlenia w nogach, a czasami przypływ energii i siły. Często pojawiało się uczucie, jakby przeszedł dziwny prąd, czasem uczucie odrętwienia. Wszystkie te oznaki trwały przez jakąś chwilę, a następnie zawsze następowała jakaś poprawa lub całkowite uzdrowienie. Reakcje ludzi były dla nas również niezwykłym doświadczeniem. Ponieważ chorych wywołuję prawie zawsze do przodu, więc ustawiają się zwartym rzędem, co umożliwia im dobrą obserwację i wzajemną kontrolę nad sytuacją. Gdy następują uzdrowienia i te wszystkie symptomy pojawienia się uzdrowieńczej mocy Jezusa, czasami słyszę komentarze; ‘on naprawdę ma coś w sobie’, ‘pomogło, naprawdę pomogło’, albo ‘jejku, jak się dziwnie czuję’, lub ‘no na razie jakby lepiej, tylko czy tak już pozostanie’. Bywa, że niekiedy ludzie cisną się wokół kogoś z nas, gdy nastąpią nagłe uzdrowienia, wtedy słychać inne słowa, np.: ‘teraz ja, proszę pana’, albo ‘niech pan jeszcze tu uzdrowi’, proszę pana, może by pan poszedł do mojego domu, tam jeszcze córka chora ...’. Gdy następuje potok uzdrowień i ludzie cisną się do uzdrowienia, wtedy jakby otwierają się wszystkie serca: ludzi i nasze. Mnie osobiście wielokrotnie ogarniało silne wzruszenie i uczucie, że widzę owce bez pasterza, głodne pomocy i potrzebujące uzdrowienia. Szukające nadziei w czymkolwiek, bo wszystko zawodzi. I oto są tutaj, gdzie Jezus daje im za darmo coś więcej, niż tylko uzdrowienie. Oto czas Bożego nawiedzenia w ich życiu, mieście i rodzinie. Jezus zostaje wywyższony i nikt nie oponuje, nie odchodzi. Przecież Jezus uzdrawia. Każdy jest zachęcony, by przed lub po uzdrawianiu poprosić Boga o najważniejsze dzieło uzdrowienia: uzdrowienie duchowego wnętrza z największej choroby – grzechu, a za nim nieprzyjaźni z Bogiem. Skoro chorobą naszą jest to, że nie potrafimy panować nad swoim grzesznym życiem, potrzebujemy przyjąć panowanie Jezusa. Nikt wtedy nie protestuje. Chyba wszyscy podążają za wspólną modlitwą po krótkim słowie nauczającym na temat tego wymiaru uzdrowienia.
Jerzy Przeradowski
____________________________
Refleksje Ewy z Płocka.
Lekcja i nauka, którą odebrałam z marszu, to bycie w posłuszeństwie Bogu i czynienie tego, co On powiedział. W tym przypadku: „idźcie i głoście ewangelię wszelkiemu stworzeniu’’. Idąc na ten marsz miałam w sercu pustkę, byłam zniechęcona, a ogólnie można powiedzieć, że przeżywałam w swoim życiu trudny czas. Jednak zdecydowałam się pójść, aby służyć innym. Często my - chrześcijanie, oczekujemy, że w naszym sercu pojawi się miłość, pragnienie, by uczynić coś dobrego dla ludzi. Ale kiedy tego brakuje, bardzo często nic nie robimy. Jezus pokazał mi, że On potrzebuje, abyśmy zdecydowali się być Mu posłusznymi bez względu na nasze samopoczucie, gdyż to On działa przez nas. On potrzebuje nas jako narzędzi, przez które mógłby swobodnie działać. To właśnie oglądałam na marszu, jak Bóg zbawia i uzdrawia ludzi. Szczególnie Bóg dotknął mnie w Burzeninie (drugiego dnia drugiego obozu - stacjonarnego). Pod koniec naszego spotkania przyszła ponad 80 letnia kobieta, o którą modliłam się z Gosią z Włoszczowej. Bóg bardzo ją dotykał. Widać to było na jej twarzy oraz po tym, że trzymała nas za ręce i nie chciała odejść. Bóg również ją zbawił i to było cudowne, gdyż najprawdopodobniej to była dla niej ostatnia szansa zanim stanie przed Bogiem.
List z Turku (fragmenty)
Bogu dzięki za to, że mogliśmy się poznać w nietypowej, ale cudownej sytuacji. Powodem mego listu jest wdzięczność Bogu i Wam za wkład i pracę, jaką włożyliście w nasze miasto. ( ... ). Otóż Bogu dzięki za modlitwę za mnie, w boku nie boli mnie do dziś, jestem uzdrowiony, uwolniony od tego bólu za co Bogu i bratu pastorowi jestem wdzięczny – mówię: chwała Bogu na wysokościach. Poza tym bracie, sam pragnę prowadzić taką pracę; misyjno – uzdrawiającą. ( ... ). Życzę Bożego prowadzenia i błogosławieństwa w pracy na Jego Niwie. Zostańcie z Bogiem. Ps.121:5-8, Maranatha!
Ryszard ...