Wakacje
+ ewangelizacje
= mnóstwo uzdrowień

W ubiegłym roku po wakacjach umieściliśmy reportaż z uzdrowieńczych, wakacyjnych krucjat, które były ważną częścią dwóch ewangelizacyjnych obozów organizowanych przez międzywyznaniowe stowarzyszenie pod nazwą Misja Chrześcijańskiego Przebudzenia. Idąc przykładem zeszłego roku również w roku bieżącym chcemy podzielić się z Wami relacjami z wakacyjnych wydarzeń.

Trasa pierwszego obozu (wędrownego) przebiegała przez odcinek ok. 300 km, dosięgając 17 miejscowości okręgu pomorskiego i pomorsko-kujawskiego, z czego w 12 odbyły się tzw. 'Spotkania z uzdrowieniem'. W zasięgu drugiego obozu, w okręgu łódzkim znajdowało się 10 miast. Zabrakłoby sił na liczenie wszystkich uczestników uzdrowieńczych kampanii, a także osób uzdrowionych natychmiast. Nie ma też możliwości stwierdzić, ilu ludzi, doświadczyło uzdrowienia, już po samej sesji. Okazuje się, że takich przypadków wcale nie jest mało, szczególnie, jeśli chodzi o schorzenia, których dokuczliwość jest okresowa. Tak więc, od kilku do kilkuset osób uczestniczyło w procesie uzdrawiania, który zawsze był stałą częścią programu zatytułowanego "Teraz Jezus".
Pytaniem często zadawanym przez ludzi przed rozpoczęciem programu było: "a kto będzie uzdrawiał?", "jak tu będą uzdrawiać?", lub "czy jest już uzdrowiciel?". Obozowicze bywali zaskoczeni tak konkretnie stawianymi pytaniami, między innymi dlatego, że przejawiała się w nich rzeczywista wiara w to, że uzdrowienia nastąpią. Niekiedy wyglądało na to, że dla ludzi z danego miasta było bardziej oczywiste, że nastąpią uzdrowienia, niż dla niektórych z nas, którzy w tych uzdrowieniach bezpośrednio uczestniczyli. Kiedy jednak pytający trafiali na mnie, nigdy nie zbywałem ich religijną skromnością, że przecież to nie my, to Bóg w odpowiedzi na nasze modlitwy. Odczuwam, że nasze społeczeństwo uprzedzone do chrześcijańskiej aktywności woli usłyszeć inne bardziej realistyczne pewniki. Zatem odpowiadałem: "wszystko będzie wyjaśnione w przedmowie - uzdrowienia dokonywane będą przez dotyk - uzdrowiciel jest już na miejscu – tak , będzie dzisiaj uzdrawiać". W ostatecznym rezultacie widzowie mogli przekonać się sami, że uzdrowiciel był z nami cały czas; kiedy nad chorymi ogłaszane było cudowne imię Jezusa, wiele chorób ustępowało natychmiast. Przez dotyk, ponieważ prawie wszyscy uczestnicy obozów (których przewinęło się ponad 100), brali czynny udział w uzdrawianiu kładąc ręce na chorych, żeby przekazać im w ten sposób moc Ducha Świętego. Tak więc, większość rezultatów było wynikiem połączenia tych dwóch rzeczy; Bożej mocy - tzw. uzdrowieńczego namaszczenia - przekazywanego poprzez ręce z równoczesną wypowiedzią w autorytecie imienia Jezus. Dlatego historie tych uzdrowień, to wypowiedzi różnych uczestników obozu, zamieszczone poniżej. Oczywiście, nie są to wszystkie możliwe relacje, ponieważ czytanie ich byłoby zbyt monotonne i obszerne. Zapraszam więc do przeczytania przykładowych relacji kilku osób, które brały czynny udział w dziele uzdrawiania chorych w imieniu Jezusa, mocą Jego cudownego autorytetu.
 


namaszczony dotyk
+ słowa autorytetu
= uzdrowienie

Darek z Piotrkowa Trybunalskiego
10 sierpnia 2002 roku w kaplicy Kościoła Metodystycznego w Grudziądzu modliłem się o starszą panią, miała może z 65-70 lat. Prosiła o modlitwę w intencji uzdrowienia głowy (dokuczały jej bóle migrenowe) i kręgosłupa. Po pierwszych modlitwach odczuła przeszywające ciepło. Specjalnie pytałem, czy nie pochodziło ono od mojej ręki, którą w czasie modlitwy dotykałem jej czoła, a następnie kręgosłupa. Zaprzeczyła. Ciepło objęło całe jej ciało. Bardzo się ucieszyłem, bo był to niewątpliwy znak działania mocy Bożej. I choć w chwili modlitwy nie bolała ją głowa, to po, będzie bolała ją rzadziej i słabiej, jeśli nie wcale.
W czasie kolejnej sesji poprosiła o modlitwę o wzrok. Mówiła, że słabo widzi i szybko się jej męczą oczy. Do modlitwy zdjęła okulary i kiedy skończyliśmy się modlić (myślę, że też się modliła razem ze mną) spojrzała przed siebie bez okularów i powiedziała: - Teraz widzę lepiej, znacznie lepiej. Odeszła więc na miejsce z okularami w dłoni. Nie wiem na czym polegała jej wada wzroku, ale odczuła poprawę i złożyła o tym świadectwo przy wszystkich do mikrofonu.
Przed pierwszą modlitwą wyglądała na osobę sceptyczną. Tak ją ta poprawa zbudowała, że wyszła jeszcze na koniec do modlitwy o uwolnienie z nałogu nikotyny. Mam nadzieję, że i z tego Bóg ją uzdrowił.

Agnieszka z Poznania
W Sieradzu, w czasie ewangelizacji ulicznej, podczas obozu stacjonarnego, poznałam młodą kobietę, która odpowiedziała na wezwanie wyjścia do przodu, po modlitwę o uwolnienie z choroby. Potrzebowała uzdrowienia, wierzyła, że Bóg ma moc, aby ja uwolnić od cierpienia. Kobieta ta, miała około 30 lat . Cierpiała z powodu chorej tarczycy, leczyła się na tzw. wole obojętne. Drugą zgłaszaną przez nią dolegliwością była, nadwrażliwość jelit. Wierzę, że sam fakt jej wyjścia do przodu ze zgromadzonej tam grupy ludzi Bóg zobaczył z nieba. I wierzę, że pobłogosławił też tak, jak mówi Słowo Boże. Położyłam moje ręce na chorych miejscach na ciele tej kobiety, dotkniętych przez choroby .I dalej, tak jak mówi Słowo Boże, W AUTORYTECIE JEZUSA, MOJEGO ZBAWICIELA I JEDYNEGO PANA MOJEGO ŻYCIA, powiedziałam do chorób przebywających w organizmie tej kobiety, że je związuję i wyrzucam z ciała tej kobiety; że muszą opuścić to ciało, gdyż nie mają innego wyjścia, bo NIE MA WIĘKSZEJ MOCY NAD MOC JEZUSA, KTÓRA ZAWSZE JEST SKUTECZNA ! W czasie tej modlitwy nie było żadnych nadprzyrodzonych znaków, czy jakiegoś dodatkowego odczucia. Wierzę, że MOC MODLITWY ZANIESIONEJ DO OJCA W NIEBIE W IMIENIU JEZUSA, dotknęła się tej osoby . I działa nadal. Piszę też tak dlatego, że modliłam się z nią modlitwą powierzenia jej całego życia Jezusowi. Zaproponowałam jej tą modlitwę, a ona się zdecydowała. Odniosłam wrażenie, że właśnie na to czekała i że jest to jej świadoma decyzja wyboru drogi życia. Okazało się, że na ewangelizacji był też mąż tej kobiety z ich maleńkim dzieckiem w wózku. Poszłam z nią do jej męża, powiedziałyśmy, co się wydarzyło, i on też zdecydował się na modlitwę powierzenia swojego życia Jezusowi . To było ważne w ich życiu, dlatego też długo będę pamiętać to małżeństwo z dzieckiem, bo to wspaniałe, że mąż z żoną razem podjęli decyzje pójścia w swoim życiu za Bogiem. Otrzymali Nowe Testamenty i adres lokalnej wspólnoty ludzi idących za Chrystusem. Niech Bóg będzie uwielbiony na niebie i na ziemi, za to, że jest DOBRY i że Jego łaska trwa na wieki.
Modliłam się często z ludźmi, którzy zgłaszali dolegliwości kręgosłupa, bóle nóg /często ból kolan/, głowy, choroby wieńcowe, nadciśnienie, bezsenność, lęki, uzależnienie od nikotyny, ale napiszę jeszcze jedno świadectwo, które szczególnie, dobrze pamiętam. Podczas ewangelizacji ulicznej w Sieradzu poznałam kobietę w wieku około 45 lat . Długo z nią rozmawiałam o problemach w jej rodzinie . Kobieta ta bardzo cierpiała z powodu swojego syna, Tomka. Tomek był narkomanem, kolejny raz przebywał w ośrodku na odwyku . Jej syn wniósł spustoszenie w swoje własne życie, a także jej, jako matki i pozostałych osób w tej rodzinie. Kobieta ta dużo płakała w czasie naszej rozmowy. Na pewno prosiła o modlitwę o uwolnienie jej syna z nałogu narkomanii i problemów z tym związanych. Modliłam się o to do Ojca w niebie w imieniu Jezusa. Kobieta ta, też modliła się ze mną, tak jak potrafiła, gdyż zanim pomodliłyśmy się o jej syna, to ona sama zdecydowała się powierzyć swoje życie Jezusowi. Zgłaszała dolegliwości typu: nienawiść, strach, koszmary, lęk . Modliłam się o uwolnienie jej z tych problemów. Także modliłam się z nią o uwolnienie jej od nałogu palenia nikotyny. Wiem, na pewno wiem, że Bóg dotknął się jej życia i że w wyniku tego nastąpią zmiany w życiu jej i życiu jej syna, wierzę że obecnie pierwsze zmiany już się dokonały w tej rodzinie. ” proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje, a kto szuka, znajduje, a kto kołacze, temu otworzą'' /Ew. Mat 7, 7-8/.

Arek z Zelowa
W Świeciu nad Wisłą modlił się o starszego (ok. 80 letniego) mężczyznę, który niedosłyszał; po krótkiej modlitwie (Arek nakazał w imieniu Jezusa, aby te uszy się otworzyły) pan zaczął słyszeć wyraźnie (była bardzo entuzjastyczna reakcja i duża radość uzdrowionego).
Również w Świeciu nałożył ręce na młodą (około 30, 35 letnią) kobietę z rwą kulszową. Cierpiała na ciągłe, dokuczliwe bóle; po zgromieniu bólu, ten natychmiast ustąpił (kobieta zachęcona poszła po swoją przyjaciółkę, aby też miała możliwość być uzdrowioną.
W Turku starsza pani (ok. 80 letnia) bardzo mocno niedowidziała; Arek związywał słabość wzroku i ogłaszał otwarcie się oczu; po modlitwie od razu zaczęła dobrze widzieć i potrafiła sama odczytać napis z 20 metrów.
W Bełchatowie przyszła kobieta (40/50 letnia) z bólem ramienia, barku, kręgosłupa; ból natychmiast ustąpił. Była także po operacji odjęcia piersi (guzy), bała się nawrotów. Arek modlił się o ochronę i zabezpieczenie, a Duch Święty zstąpił na kobietę tak silnie, że musiał ją odprowadzić do ławki, bo nie mogła sama ustać.

Gosia z Bełchatowa
Kilka dni temu odwiedziłam panią (ok. 50 lat), która była na „Spotkaniu z uzdrowieniem” i wyszła do modlitwy, bo miała problemy z krążeniem. Bez względu na porę roku, nawet latem nosiła wełniane skarpety, bo zawsze było jej zimno w stopy. Zapytałam się jej, czy coś się zmieniło po tej modlitwie. Odpowiedziała, że tak. Krążenie się wyrównało, nie musi już nosić skarpet, bo ciepło jej w stopy.

Jacek z Łasku
Kilka dni po spotkaniu z uzdrowieniem odwiedziłem panią (ok. 50 lat), która wyszła do modlitwy, bo miała problemy z żołądkiem albo trzustką. Po modlitwie wszystkie dolegliwości ustąpiły i do dziś nie czuje bólu. Również modlono się o jej 7-letniego wnuczka. To nadpobudliwe dziecko, bardzo ruchliwe, nad który trudno zapanować. Po modlitwie efekt był natychmiastowy. Chłopczyk stał się spokojny i bardziej opanowany. Babcia podsumowała to w ten sposób: „Zachowuje się tak, jak po dużej dawce melisy”.

Gosia z Płocka
W Świeciu nad Wisłą pewna starsza kobieta nie mogła ruszać palcami u rąk. W imieniu Jezusa zgromiłam ból i podziękowałam Jezusowi za uzdrowienie. Po chwili kobieta poczuła ulgę i zaczęła ruszać palcami u rąk. Powiedziała, że w czasie, gdy się o nią modliłam czuła prąd w chorej ręce.

Kasia z Płocka
W Cekcynie przyszła pani, która prosiła o modlitwę, ponieważ nie potrafiła przestać się martwić. Opowiadała, że przez całe życia boi się o przyszłość, zdrowie, dzieci itp. Sprzeciwiłam się w imieniu Jezusa temu stanowi i ogłosiłam Boży pokój nad jej sercem, Poczuła ulgę i szczęście, wszelkie niepokoje odeszły. Czuła się jak małe dziecko.

Anita z Płocka
W Grudziądzu mężczyzna ok. 55 lat prosił, żeby przyszedł do niego Duch Święty i przeszył jego wnętrze. Po nałożeniu rąk i modlitwie Duch Święty zstąpił i mężczyzna zaczął wielbić Boga.
W Świeciu przyszła kobieta ok. 45 lat z depresją, myślami samobójczymi, trudną sytuacją w domu, złymi relacjami. Po modlitwie i rozmowie powiedziała, że doświadczyła ulgi, że jakby coś z niej wyszło. Zobaczyła nadzieję, że Jezus jest tym, który może jej pomóc. Przyszedł pokój do jej życia. Płakała.

Stanisław z Żychlina
W Bełchatowie 11-letni chłopiec cierpiał na bóle kręgosłupa, zwapnienie stawów nóg (poruszał się na wózku). po modlitwie poczuł tak wyraźną ulgę , że zaczął płakać.
Również w Bełchatowie 15-letnia dziewczynka miała guz na żołądku i problemy z kręgosłupem; po modlitwie „poczuła się dobrze”.
Wielu ludzi po modlitwie ze wzruszenia lub z powodu doświadczenia Bożej mocy płakało.

Kasia z Sieradza
Kobieta ok. 65-letnia miała zaćmę na oczach, tak że nie widziała bez okularów z daleka; po 3 modlitwie ze zdziwieniem stwierdziła, że widzi wyraźnie.
Ok. 67-letni mężczyzna, po upadku z roweru ciągle bolała go kostka, po modlitwie ból natychmiast ustąpił (Chełmno).
Kobieta ok. 40 letnia miała niedowład lewej strony ciała, po modlitwie poczuła wyraźną poprawę i ulgę, powiedziała, że „nie czuje tego ciężaru i swobodniej się porusza”.
Bełchatów, kobieta ok. 35 / 40 lat od odcinka piersiowego w górę miała tak pokrzywione kręgi, że nie mogła podnosić rąk w górę swobodnie; po 1 modlitwie poczuła ulgę, a po 2 całkowicie swobodnie podnosiła ramiona.

Renata z Poznania
Świecie ok. 40 letnia kobieta, która skarżyła się na bóle stawów, które utrudniały jej ruch; po modlitwie zaczęła poruszać palcami rąk, czego wcześniej nie mogła robić.
Chełmno - Ok. 65/ 70 letni mężczyzna, zaświadczył, że 4 lata temu ludzie z obozu modlili się o jego nogi, i od tej pory do dziś porusza się bez laski, a wcześniej „bez laski nie wychodził z domu”.
Bełchatów - ok. 40 letni mężczyzna, cierpiał na nerwicę, lęki i bezsenność, w trakcie modlitwy czuł że „coś podeszło mu do gardła i dławiło, a potem poczuł ulgę i pokój”.

Miłosz z Raciborza
Pamiętam chłopaka w Sępulnie Kraj. ok. 14 lat, który nosił bardzo grube okulary i mówił, że bez nich wszystko jest tak zamazane, że nic nie widzi. Pomodliłem się o jego wzrok, a on powiedział, że przez okulary mu się zamazuje obraz, powiedziałem mu więc, żeby je zdjął, ale powiedział , że nadal mu się zamazuje. Pomodliłem się jeszcze raz i tym razem stwierdził, że widzi dobrze bez i jak założył ponownie okulary to powiedział, że jest odwrotnie niż przed modlitwą. Że bez okularów widzi normalnie, a w okularach nic.
Pamiętam dziewczynkę ok. 12 lat, która w Chojnicach nie potrafiła podnieść ręki do góry, bo tak ją bolał bark. Po paru sekundowej modlitwie, od razu ją podniosła.
Ciekawy był też przypadek babci, ok. 80 letniej w Chojnicach, którą bolało wszystko, i była chora na wszystko, po modlitwie poczuła się fatalnie, zaczęła ją boleć głowa, ogromny zamęt, zachwiania równowagi, po zgromieniu ducha zamieszania poczuła się bardzo lekko i w końcu wszelki zamęt ustąpił, zaczęła nawet lepiej słyszeć!
W Świeciu był mężczyzna ok. 40 lat, z bólem kręgosłupa - miał go od dłuższego czasu i po paru (chyba 8) modlitwach bez rezultatu, ból nagle odszedł całkowicie.

Viola z Raciborza
Warta – 30/35 letnia kobieta, która cierpiała na ból w klatce piersiowej (przy ucisku, badania nie wykazały przyczyny), po modlitwie ból całkowicie ustąpił

Jacek z Koła
Turek - ok. 45 letni mężczyzna, który od dłuższego czasu cierpiał na stałe bóle w lewym boku, w trakcie modlitwy poczuł ciepło, a potem ból zupełnie ustąpił.

Jarek z Koła
Bolał go bardzo ząb (ból nie pozwalał spać), Jarek zgromił ból i ból ustąpił.

Kasia ze Starachowic
Turek - ok. 60 letni mężczyzna, po modlitwie zaczął lepiej widzieć (gorzej widział po operacji)
Sieradz - 50 letni mężczyzna, który cierpiał na schizofrenię i lęki, po modlitwie poczuł lekkość, ulgę i pokój, określił to, że „poczuł , jak coś od niego odeszło”.

 

namaszczenie
+ czas
= uzdrowienie


Bogdan z Zelowa
Na spotkaniu z uzdrowieniem modliłem się z nałożeniem rąk o 50-letniego pana, który miał problemy z żołądkiem (wrzody). Gdy po modlitwie zapytałem się, czy ból ustąpił, odpowiedział, że nie. Ale kilka dni później przyjechał do mnie ze swoją wnuczką, która miała narośl w jamie ustnej i lekarze nie wiedzieli co to jest. Pan powiedział, że bóle ustąpiły kiedy wrócił do domu i do tej pory nic go nie boli. Pomodliłem się o dziewczynkę. Po modlitwie nic się nie wydarzyło, ale może tak jak w przypadku jej dziadka zmiany nastąpiły, gdy wróciła do domu.

W Chełmnie kobieta zaświadczyła, że 4 lata wcześniej podczas naszego spotkania z uzdrowieniem (odbywało się ono w tym samym miejscu i w takich samych okolicznościach) modlono się o jej syna (8 letniego), który miał niesprawną nerkę i groziła mu jej amputacja. Po modlitwie nerka została uzdrowiona, co w następnych trzech miesiącach zostało potwierdzone przez badania lekarskie. Do dziś nie ma z tą nerką żadnych problemów.

Podobna relacja znalazła się w Turku. Podczas uzdrawiania ludzi, podeszła kobieta, która pamiętała nas z zeszłego roku i powiedziała, że wtedy tuż po uzdrawianiu w dalszym ciągu odczuwała dokuczliwy ból w prawym biodrze. Dopiero wieczorem o godz. 21.00 ból całkowicie minął i Chwała Bogu do dziś nie wrócił.

__________________


REFLEKSJE

Ewa z Płocka
W tym roku uświadomiłam sobie po raz pierwszy, że Ewangelię, którą głosimy dociera do tysięcy ludzi. Do tej chwili uważałam, że jesteśmy tak małą grupką ludzi, która porwała się z motyką na słońce i coś tam próbuje zrobić na niewielką skalę. Po kazaniu pastora Karola Głuszka otworzyły się moje oczy. Uważam, że to wielkie błogosławieństwo dla każdego miasta, przez które przechodzi nasz ewangelizacyjny marsz. Wierzę, że do wielu z nich przyjdzie przełom. Cieszę się też, że wiele młodych ludzi dołączyło się w tym roku do tej grupy. Bóg przygotowuje młode pokolenie do przebudzenia, którego wyczekujemy w tym kraju. Marsz dla Jezusa jest bardzo dobrym miejscem, aby duchowo wzrosnąć i praktycznie nauczyć się wykonywać to, o czym często tylko wiemy z teorii. To niesamowite, że Bóg wykorzystuje nic nie znaczących ludzi, często tych, którzy tak niewiele wiedzą o teologii i całej doktrynie chrześcijańskiej. To tylko pokazuje, że prosta wiara otwiera drzwi, które często nie potrafimy otworzyć, jako ludzie, którzy od wielu lat są chrześcijanami i znają większość doktryn chrześcijańskich, ale brakuje im prostej wiary, aby w to uwierzyć i czynić.


Wstęp i opracowanie
Jerzy Przeradowski